Łódź ma ślepe ściany: szczyty kamienic odsłonięte po wyburzeniach, wysokie, szare i idealne do malowania. Od kilkunastu lat miasto zamienia je w galerię. Festiwale i fundacje sprowadziły tu artystów z całego świata, a tutejsze ekipy, jak Etam Cru, zrobiły międzynarodowe kariery właśnie od łódzkich ścian. Efekt to kilkaset murali, od monumentalnych kompozycji na całą wysokość kamienicy po małe, dowcipne prace w bramach. Najgęściej jest w śródmieściu, wokół Piotrkowskiej (karta 04) i przy głównych ulicach poprzecznych. Mapy murali są dostępne online i w punktach informacji turystycznej. Chodź z zadartą głową, bo najlepsze dzieła są na wysokości czwartego piętra. Łódź to jedno z nielicznych miast, gdzie spacer po ulicach zastępuje wizytę w galerii. I nie kosztuje ani grosza.
Śródmieście Łodzi ma charakterystyczną cechę: kamienice stoją ścianą w ścianę, a kiedy jedna z nich zniknie, zostaje nagi szczyt sąsiedniej, bez okien, z cegły lub tynku. Przez dziesięciolecia te ściany były szare i smutne, symbol miasta, które się rozpadało (karta 14). Na początku XXI wieku ktoś wpadł na pomysł, żeby zrobić z nich płótno. Tak narodził się łódzki mural.
Motorem była przede wszystkim Fundacja Urban Forms, która od około 2009 roku zaprasza do Łodzi artystów z całego świata, oraz liczne inicjatywy miejskie i prywatne. Na łódzkich ścianach malowali znani twórcy street artu z Europy, Ameryki Południowej i Azji. Szczególną dumą miasta jest duet Etam Cru, czyli Sainer i Bezt, którzy wywodzą się z Łodzi i których charakterystyczne, baśniowe kompozycje z postaciami w surrealistycznych scenach stały się znakiem rozpoznawczym miasta, a potem zdobiły ściany na kilku kontynentach.
Efekt jest imponujący: Łódź jest często wymieniana jako jedno z najważniejszych miejsc street artu w Polsce, a niektórzy nazywają ją stolicą muralu. Prace są bardzo różnorodne: geometryczne abstrakcje, portrety, sceny z życia, polityczne komentarze, humorystyczne gry z architekturą. Niektóre murale nawiązują do historii miasta, inne są czystą fantazją. Część z nich malowana była na festiwalach, część na zlecenie firm czy instytucji, a część powstała spontanicznie.
Jak szukać? Najłatwiej zacząć od śródmieścia: Piotrkowska (karta 04) i ulice, które ją przecinają, mają największe zagęszczenie prac. Warto zajrzeć też w okolice Księżego Młyna (karta 11), Manufaktury (karta 13) i w stronę dworca Łódź Fabryczna (karta 41). Mapy są dostępne w internecie, na stronach fundacji i w punktach informacji turystycznej, ale przyjemniejszy sposób to chodzić bez planu i zaglądać w przecznice. Rowerem (karta 46) można objechać sporą część w kilka godzin.
Kilka praktycznych rad: najlepsze światło do zdjęć jest rano lub późnym popołudniem, kiedy słońce pada z boku. Nie zapominaj o bramach i podwórkach (karta 37), gdzie kryją się mniejsze prace. Nowe murale pojawiają się regularnie, a stare czasem znikają przy remontach i nowych inwestycjach, więc każda wizyta w Łodzi pokazuje trochę inną galerię. To dobry pretekst, żeby tu wracać. Łódź, która kiedyś ukrywała swoje ślepe ściany, dziś się nimi chwali, i ma do tego pełne prawo. Jeśli masz mało czasu, poświęć na murale choćby godzinę między innymi punktami programu. Wystarczy odbić od Piotrkowskiej w kilka przecznic, żeby zobaczyć, dlaczego artyści z całego świata tak chętnie przyjeżdżają malować właśnie tutaj. Łódzkie ściany mają w sobie coś, czego nie ma płótno w muzeum: tło miasta, które żyje, zmienia się i odpowiada na sztukę po swojemu.