Izrael Poznański zaczynał od handlu, skończył jako jeden z najpotężniejszych przemysłowców Imperium Rosyjskiego. Jego zakłady przy Ogrodowej to było miasto w mieście: przędzalnie, tkalnie, farbiarnie, famuły dla robotników, sklepy, szpital. Obok postawił pałac tak przeładowany dekoracjami, że łodzianie nazwali go „łódzkim Luwrem” — neobarokowe fasady, złocenia, sale balowe, jadalnia z boazerią. Dziś mieści Muzeum Miasta Łodzi, a dawna fabryka to Manufaktura (karta 13). Poznański był żydowskim przemysłowcem w mieście czterech kultur (karta 03) i spoczywa w monumentalnym mauzoleum na cmentarzu przy Brackiej (karta 18). Stań przed pałacem od strony Ogrodowej i popatrz w lewo, na fabrykę: tak wyglądało dziewiętnastowieczne marzenie o władzy. Muzeum w pałacu warto zobaczyć choćby dla jadalni i klatki schodowej.
Historia Izraela Poznańskiego to łódzki mit w pigułce. Urodził się w rodzinie kupieckiej, która handlowała tkaninami, i przejął interes w czasie, gdy Łódź dopiero się rozpędzała (karta 02). Zamiast tylko sprzedawać, zaczął produkować. W drugiej połowie XIX wieku przy ulicy Ogrodowej wyrósł kompleks, który pod względem skali konkurował ze Scheiblerem (karta 09): przędzalnia, tkalnie, wykończalnie, własna elektrownia, straż pożarna, szpital, szkoła. Wszystko otoczone murem, z bramą, przez którą rano wchodziły tysiące robotników.
Przemysł potrzebował też reprezentacji. Pałac Poznańskiego przy Ogrodowej rozbudowywano etapami, aż osiągnął formę, która budzi uśmiech i podziw jednocześnie: każdy centymetr fasady coś mówi, każda sala jest w innym stylu. Stąd przydomek „łódzki Luwr” — trochę kpiący, trochę dumny. W środku zachowały się bogate wnętrza: sala balowa, jadalnia, gabinet, klatka schodowa z posągami. Dziś działa tu Muzeum Miasta Łodzi, z salami poświęconymi łódzkim artystom i słynnym mieszkańcom, między innymi Rubinsteinowi (karta 16) i Tuwimowi (karta 15). Warto wejść, choćby dla samej jadalni.
Poznański wszedł też do literatury. W „Ziemi obiecanej” Reymonta (karta 02) i w filmie Wajdy (karta 25) roi się od postaci fabrykantów, które łodzianie zawsze łączyli z konkretnymi nazwiskami. Nie wszystkie portrety były pochlebne, ale taka była cena bycia legendą za życia. Ciekawostka dla spacerowiczów: po drugiej stronie Ogrodowej wciąż stoją famuły robotnicze Poznańskiego (karta 06) — ta sama ulica, dwa światy.
Imperium przetrwało dłużej niż jego założyciel, ale nie przetrwało XX wieku w rękach rodziny. Po wojnie zakłady upaństwowiono i działały jako państwowe przedsiębiorstwo aż do upadku przemysłu po 1990 roku (karta 14). Potem przyszła druga szansa: rewitalizacja i narodziny Manufaktury, dzięki której czerwone hale tętnią dziś życiem. Warto zatrzymać się też przy samym słowie „fabrykant”. W Łodzi brzmi inaczej niż gdzie indziej: nie jak abstrakcyjny kapitalista, ale jak ktoś z sąsiedztwa, kto miał imię, nazwisko, rodzinę i swoje dziwactwa. Poznański słynął z oszczędności w drobiazgach i rozrzutności w rzeczach reprezentacyjnych. Łodzianie mają o nim mnóstwo anegdot, a przewodnicy w muzeum chętnie je przytaczają.
Najlepszy sposób, by zrozumieć Poznańskiego, to przejść jego szlak. Zacznij od pałacu i muzeum, przejdź do Manufaktury i obejdź przędzalnię z hotelem, a potem pojedź na cmentarz przy Brackiej zobaczyć mauzoleum z mozaikami. W jednym dniu zobaczysz dom, fabrykę i grób człowieka, który zbudował kawałek Łodzi — i zrozumiesz, dlaczego to miasto nazywa się ziemią obiecaną.