Po upadku komunizmu łódzki przemysł włókienniczy rozsypał się w kilka lat. Stracił rynki na wschodzie, nie wytrzymał konkurencji z Azji, a transformacja nie miała dla niego litości. Wielkie zakłady — Uniontex, Poltex, Marchlewski i inne — zamykały się jeden po drugim; dziesiątki tysięcy ludzi, w większości kobiet (karta 21), straciły pracę. Miasto się wyludniało, kamienice niszczały, a Łódź dostała łatkę przegranej. Łodzianie mówią o tym bez patosu, ale z blizną. Druga szansa przyszła powoli: Manufaktura (karta 13), rewitalizacja (karta 05), lofty, uczelnie, nowe branże. Kiedy łodzianin mówi, że jego miasto jest „na fali”, pamiętaj, że wie, jak wygląda dno. Ta blizna jest częścią łódzkiego charakteru.
Przez całą epokę PRL Łódź była stolicą polskiego włókiennictwa. Zakłady po fabrykantach upaństwowiono, nazwano imionami bohaterów socjalizmu i pracowały na pełnych obrotach, szyjąc i tkając dla całego bloku wschodniego. Łódzka włókniarka stała się postacią symboliczną (karta 21), a miasto żyło w rytmie zmian w fabryce: pierwsza zmiana o szóstej, druga po południu, trzecia w nocy. Rok 1989 wszystko zmienił. Transformacja gospodarcza otworzyła rynek, a łódzkie zakłady nagle musiały konkurować z tanią produkcją z Azji i nowoczesnymi fabrykami na Zachodzie. Jednocześnie rozpadł się Związek Radziecki — główny odbiorca łódzkich tkanin. W ciągu kilku lat produkcja spadła dramatycznie. Wielkie przedsiębiorstwa ogłaszały upadłość, maszyny sprzedawano na złom, hale stawały puste.
Ludzkie koszty były ogromne. Bezrobocie w mieście wystrzeliło, a dotknęło szczególnie kobiety, które stanowiły większość pracowników włókiennictwa. Wiele rodzin straciło oba źródła dochodu naraz. Młodzi wyjeżdżali do Warszawy, za granicę, gdziekolwiek. Łódź zaczęła się kurczyć i do dziś zmaga się ze spadkiem liczby mieszkańców. Kamienice w centrum, które przez dekady czekały na remont, sypały się dalej, a obraz miasta w mediach był bezlitosny.
Jak wyszła z tego Łódź? Powoli i nie do końca, ale jednak. Pomogły uczelnie — Politechnika, Uniwersytet, Szkoła Filmowa (karta 22), Akademia Sztuk Pięknych — które przyciągały młodych. Pomogły nowe branże: centra usług biznesowych, logistyka, IT, firmy, dla których tanie hale i centralne położenie kraju były atutem. Pomogła Manufaktura (karta 13), która pokazała, że fabryki mogą ożyć, a potem lofty w dawnych przędzalniach, Off Piotrkowska, EC1 i program rewitalizacji (karta 05).
Na mapie miasta ślady tamtych lat wciąż widać. Niektóre hale do dziś stoją puste, z wybitymi szybami i zarośniętymi dziedzińcami. Miłośnicy eksploracji miejskiej znają je na pamięć, ale wchodzenie do takich budynków bywa niebezpieczne i często nielegalne. Lepiej oglądać je z zewnątrz albo z przewodnikiem, który zna ich historię i wie, gdzie nie stawiać stopy.
Dla gościa ta historia ma znaczenie, bo tłumaczy nastrój miasta. Łodzianie są dumni, ale nie przechwalają się, bo pamiętają, jak łatwo coś stracić. Mają poczucie humoru, które przetrwało najgorsze lata, i dystans do wszelkich zachwytów. Kiedy więc usłyszysz od kogoś „u nas się dzieje”, zobacz w tym coś więcej niż zwykłą lokalną dumę. To głos miasta, które przeszło przez dno i wraca na powierzchnię — kamienica po kamienicy, fabryka po fabryce.