Jeśli Poznański był królem (karta 08), to Karol Scheibler był cesarzem. Przyjechał z Nadrenii, a jego zakłady urosły do rozmiarów, jakich Łódź nie znała: przędzalnie, tkalnie, magazyny, kolej wąskotorowa, straż, szpital, szkoła, sklepy i osiedle robotnicze — Księży Młyn (karta 11). Uchodził za najbogatszego człowieka w mieście. Jego pałac przy placu Zwycięstwa kryje dziś Muzeum Kinematografii, bo w Łodzi wszystko prędzej czy później kończy się filmem (karta 22). Gdy zmarł, żegnały go tłumy, a jego rodzinna kaplica na cmentarzu ewangelickim przy Ogrodowej to najpiękniejszy neogotyk w mieście. Spacer od pałacu przez Księży Młyn do dawnej przędzalni to lekcja o tym, jak jeden człowiek mógł zbudować kawałek miasta. Pieniądze, cegła i żelazna dyscyplina — tak wyglądał jego przepis.
Karol Scheibler przybył do Łodzi w latach pięćdziesiątych XIX wieku z doświadczeniem zdobytym w zakładach na zachodzie Europy i z kapitałem, który ożenek pomógł pomnożyć. Wyczuł moment idealnie: tuż przed boomem, kiedy wojna secesyjna w Ameryce zachwiała rynkiem bawełny, a wschodnie rynki Cesarstwa otwierały się na łódzkie tkaniny. Postawił na mechanizację i skalę — i wygrał.
Jego imperium rozciągało się na południowym wschodzie miasta. Centralnym punktem była ogromna przędzalnia przy Tymienieckiego, z wieżami narożnymi i długimi szeregami okien, dziś przebudowana na lofty — jeden z najpiękniejszych przykładów, jak fabryka może stać się domem. Wokół wyrosły tkalnie, bielniki, magazyny, kotłownie, a nawet sieć torów, którymi kursowały wagony między budynkami. Scheibler zatrudniał tysiące ludzi, a jego zakłady były jednymi z największych w Europie Środkowej.
Robotnicy potrzebowali mieszkań, więc powstał Księży Młyn (karta 11) — famuły, szkoła, sklep, szpital, straż pożarna, wszystko wewnątrz jednego organizmu. To był paternalizm w najczystszej postaci: dobry pan dawał dach, pracę i opiekę, ale też kontrolował każdy aspekt życia. Nazwisko Scheiblera było w Łodzi czymś więcej niż marką — było ekonomią całych dzielnic. Pałac Scheiblera przy placu Zwycięstwa wygląda z zewnątrz stosunkowo skromnie, ale wnętrza to eklektyczny popis: sale w stylu neorenesansu, neobaroku i orientu, boazerie, kasetony. Mieści się tu Muzeum Kinematografii, więc zobaczysz jednocześnie pałacowe salony i historię polskiego kina, z kamerami, plakatami i lalkami animowanymi. Łódź ma talent do takich połączeń.
Po śmierci Scheiblera w 1881 roku interes przejęła rodzina, a potem połączenie z Grohmanami stworzyło jeszcze większy koncern. Wojna i nacjonalizacja zakończyły dynastię, a upadek przemysłu po 1990 roku (karta 14) zamknął ostatnie hale. Kaplica Scheiblerów na starym cmentarzu przy Ogrodowej przetrwała jako pomnik epoki: strzelista, neogotycka, z detalami jak w katedrze.
Scheibler był też pionierem w kwestiach, które dziś nazwalibyśmy logistyką i marką. Jego tkaniny rozpoznawano na rynkach od Moskwy po Azję Środkową, a znak firmowy traktowano jak gwarancję jakości. Dbał o własne źródła energii, sieć transportu i zaopatrzenie. W pewnym sensie zbudował w Łodzi korporację, zanim to słowo weszło do mody. Jak to zwiedzać? Zacznij od muzeum w pałacu, przejdź do parku Źródliska, stamtąd na Księży Młyn i do dawnej przędzalni. To dwa, trzy kilometry i pół wieku historii w zasięgu nóg. Po drodze zatrzymaj się w jednej z knajpek w dawnych budynkach fabryki — bo w Łodzi kawa w hali przędzalni to już tradycja.