Bałuty mają w Polsce złą sławę: bloki, bieda, twarde podwórka, dowcipy o dresach. Ale to także najstarsza część Łodzi, z której miasto wyrosło, zanim przyszły fabryki. Stary Rynek, mały, spokojny plac na granicy z Bałutami, był sercem średniowiecznej osady, zanim Łódź stała się przemysłowym gigantem. Obok znajduje się park Staromiejski, a kawałek dalej zaczyna się teren dawnego getta (karta 17), z miejscami pamięci, które trzeba odwiedzić. Na Bałutach jest też Rynek Bałucki (karta 31), jeden z najbardziej żywych targów w mieście. Spacer tutaj to spotkanie z Łodzią prawdziwą, nieupiększoną, ze wszystkimi jej warstwami. Idź z otwartą głową, a zobaczysz więcej niż stereotyp. Bałuty nie potrzebują obrony, potrzebują uważnego spojrzenia.
Zanim Łódź stała się ziemią obiecaną (karta 02), była małym, rolniczym miasteczkiem, które prawa miejskie otrzymało w średniowieczu. Jej centrum znajdowało się w okolicach dzisiejszego Starego Rynku, na północ od placu Wolności. Kiedy w XIX wieku przyszły fabryki, nowe miasto wyrosło na południu, wzdłuż Piotrkowskiej (karta 04), a stara część została w tyle. Obok niej rozciągały się Bałuty, osobna wieś, a potem przedmieście, które wchłonięto do Łodzi dopiero w XX wieku.
Stary Rynek dziś to niewielki, spokojny plac otoczony kamienicami, z których część została odbudowana po wojnie. Nie ma tu tłumów, nie ma wielu turystów, ale jest spokój i poczucie, że stoi się w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło. Obok znajduje się park Staromiejski, założony na miejscu dawnej zabudowy, z widokiem na wieże kościołów po drugiej stronie. Stąd niedaleko do Manufaktury (karta 13) i do placu Wolności, więc łatwo włączyć Stary Rynek do dłuższego spaceru.
Bałuty to inna historia. W XIX wieku była to dzielnica biedoty, gdzie mieszkali głównie żydowscy robotnicy i rzemieślnicy, w ciasnych, drewnianych domach bez kanalizacji (karta 35). W 1940 roku Niemcy utworzyli tu Litzmannstadt Getto (karta 17), jedno z największych gett w okupowanej Europie. Setki tysięcy ludzi zostało tu uwięzionych, a większość zginęła. Po wojnie Bałuty zabudowano blokami, a dzielnica stała się symbolem PRL-owskiej szarości. W polskiej popkulturze Bałuty to synonim twardego, trochę niebezpiecznego osiedla.
Ale stereotyp nie oddaje całej prawdy. Bałuty to dziś dzielnica, gdzie mieszka ponad sto tysięcy ludzi, z żywym życiem sąsiedzkim, targami, parkami i miejscami pamięci. Rynek Bałucki (karta 31) to jeden z najbardziej autentycznych bazarów w Łodzi. Miejsca związane z gettem, jak stacja Radegast (karta 17) i cmentarz żydowski (karta 18), należą do najważniejszych punktów na mapie pamięci w Polsce. A nowe inwestycje i rewitalizacja powoli zmieniają oblicze niektórych części dzielnicy.
Jak zwiedzać? Najlepiej z przewodnikiem lub z dobrą mapą, zaczynając od Starego Rynku, przez park Staromiejski, w stronę Rynku Bałuckiego, a potem dalej do miejsc pamięci getta. To spacer, który wymaga czasu i uwagi, bo łączy codzienność z tragedią. Warto zachować zwykłą miejską ostrożność, jak w każdej dzielnicy każdego dużego miasta, ale nie ma powodu, by omijać Bałuty. Wręcz przeciwnie: bez nich obraz Łodzi byłby niepełny. To tu miasto się zaczęło i tu najmocniej czuć, przez co przeszło. Warto też sięgnąć po literaturę: o dawnych Bałutach pisali z czułością i bez złudzeń zarówno pisarze polscy, jak i żydowscy, a ich teksty są najlepszym przewodnikiem po tej dzielnicy. Pokazują ją jako miejsce trudne, ale pełne życia, humoru i ludzkiej solidarności.