LMA

Słodka Łódź: cukiernie z historią i co przywieźć zamiast magnesu

Łódź · 3 min de lectura

Słodka Łódź: cukiernie z historią i co przywieźć zamiast magnesu

Łódź zawsze miała słabość do słodkiego. Fabrykanci zamawiali torty na bale w pałacach (karta 12), robotnicy kupowali w niedzielę ciastko do kawy, a cukiernie przy Piotrkowskiej (karta 04) były miejscem spotkań całego miasta. Kilka rodzinnych cukierni przetrwało dekady i nadal piecze według starych receptur: pączki, kremówki, sernik, makowiec, drożdżowe z kruszonką. Obok nich wyrosły nowe pracownie z nowoczesnymi deserami. A jeśli szukasz pamiątki, zamiast magnesu weź coś, co opowiada o mieście: produkt lokalnego projektanta, tekstylia z łódzkim wzorem, słodycze z tutejszej manufaktury albo książkę o fabrykach. To pamiątki, które mają sens, bo są naprawdę z Łodzi. Kupuj tam, gdzie kupują miejscowi, a nie w sklepie z pamiątkami przy wejściu do galerii. Różnica w smaku i w historii jest ogromna.

W czasach świetności przemysłu Łódź była miastem kontrastów: pałace i famuły, bale i dwunastogodzinne zmiany. Ale słodycze łączyły obie strony. Bogaci zamawiali wymyślne torty i czekoladki z cukierni, które naśladowały wiedeńskie i berlińskie wzory. Robotnicy mogli sobie pozwolić na ciastko w niedzielę i to był mały, ważny luksus. Cukiernie przy Piotrkowskiej (karta 04) były salonami, gdzie przy kawie omawiało się interesy, romanse i politykę.

Dziś kilka rodzinnych cukierni pamięta jeszcze tamte czasy lub przynajmniej czasy PRL-u, kiedy w kolejce po pączki stało się jak po mięso. Ich asortyment jest klasyczny: pączki z różą, kremówki, sernik na kruchym spodzie, makowiec, szarlotka, drożdżowe z kruszonką i owocami sezonowymi. W tłusty czwartek przed najlepszymi cukierniami ustawiają się kolejki na całą przecznicę, a miasto sprawdza, kto ma najlepsze nadzienie. Warto zapytać miejscowych o ich ulubioną cukiernię, bo każdy łodzianin ma swoją i broni jej z pasją.

Obok klasyki wyrosła nowa fala: pracownie cukiernicze prowadzone przez młodych ludzi, którzy uczyli się we Francji czy we Włoszech i wrócili z pomysłami. Tarty, eklery, lody rzemieślnicze, torty na zamówienie, desery z sezonowych owoców od okolicznych rolników. Często mieszczą się w tych samych rewitalizowanych przestrzeniach co kawiarnie trzeciej fali (karta 29), na podwórkach i w dawnych fabrycznych halach. Łączą łódzką tradycję słodkiego z nowoczesnym podejściem.

Teraz pamiątki. Magnes z Manufakturą (karta 13) to najmniejsze zło, ale Łódź ma do zaoferowania znacznie więcej. Miasto włókiennicze ma naturalny związek z tekstyliami: warto szukać produktów lokalnych projektantów, którzy nawiązują do tradycji fabrycznej, od toreb i poduszek po ubrania z łódzkim wzorem. Łódź Design Festival (karta 47) wypromował wielu takich twórców, a ich rzeczy znajdziesz w sklepach z designem, w OFF-ie (karta 34) i na jarmarkach. Dobrym wyborem są też książki: albumy o fabrykach, przewodniki po muralach (karta 33), wspomnienia z Łodzi czterech kultur (karta 30).

Jest też pamiątka jadalna. Paczka pączków z rodzinnej cukierni nie przetrwa podróży, ale lokalne czekolady, pierniki, konfitury czy piwo z łódzkiego browaru (karta 29) spokojnie dotrą do domu. A dla tych, którzy lubią pamiątki z humorem: coś z Misiem Uszatkiem (karta 24), który jest łódzkim bohaterem, choć niewielu o tym wie. Najlepsza pamiątka to ta, która po powrocie wywoła pytanie „skąd to masz?”, a ty odpowiesz z uśmiechem „z Łodzi”. I jeszcze jedno: w cukierniach z historią warto zamówić ciastko na miejscu, przy stoliku, z kawą w filiżance. Taka chwila w starym wnętrzu, przy ladzie, która pamięta kilka epok, jest pamiątką samą w sobie, choć nie da się jej zapakować do walizki.

Descubre Łódź con LMA

Más historias

Łódź, która nie ma czym pływaćZiemia obiecana, czyli miasto zbudowane w pół wiekuMiasto czterech kultur i jednej ulicyPietryna, czyli jak czytać najdłuższą ulicę miastaBrzydkie kaczątko idzie do fryzjeraFabryka, kamienica, famuła — klasowy alfabet miastaLas, który się nie mieści w mieścieIzrael Poznański, król bawełny z własnym LuwremKarol Scheibler, człowiek, który miał własne miastoBiała Fabryka i pierwszy komin nad miastemKsięży Młyn: osiedle, które przetrwało wszystkoPałace fabrykantów: pokaż mi swój salonManufaktura: z fabryki w rynek miastaRok 1990 i miasto, które zna cenę drugiej szansyTuwim na ławeczce i nos, który błyszczy od szczęściaRubinstein: chłopak z Piotrkowskiej, który podbił światLitzmannstadt Getto: pamięć bez patosuCmentarz przy Brackiej: miasto kamieni i pamięciŚwięta wojna: ŁKS kontra WidzewJan Karski: łodzianin, który próbował ostrzec światMiasto kobiet, czyli łódzki matriarchat przy krosnachHollyŁódź: szkoła, schody i legendyAleja Gwiazd i Lynch, który zakochał się w kominachSe-ma-for: Miś Uszatek i dwa Oscary z miasta włókniarekZiemia obiecana w kadrze: spacer śladami WajdyMówić po łódzku: migawka, krańcówka i reszta słownikaZalewajka i spółka: kuchnia biedy, która została kuchnią duszyBary mleczne i nowa fala: gdzie jedzą miejscowiKawa, kraft i podwórka: trzecia fala na PietrynieCztery kuchnie czterech kultur: co przetrwało na talerzuRytuał niedzieli: targi, pchle targi i miasto późnego śniadaniaMiasto murali: największa galeria pod gołym niebem w PolsceOFF Piotrkowska: fabryka Ramischa jako laboratorium miastaDętka: muzeum w kanale pod placem WolnościWoonerfy: ulice, które zamieniły się w salonyPodwórka i bramy Pietryny: lustrzana kamienica i to, czego nie widać z ulicyZielona Łódź: palmiarnia, ogród botaniczny i najstarsze drzewa miastaStary Rynek i Bałuty bez stereotypuNekropolia trzech wyznań: Stary Cmentarz przy OgrodowejArchitektoniczne perły poza szlakiem: secesja, modernizm i dworzec jak katedraŁódź nocą: od klubów przy Pietrynie po Light Move FestivalEC1: elektrownia, która została miastem naukiOrientarium: zoo, które przeskoczyło ligę, i Łódź z dziećmiFala, Atlas Arena i sport na co dzień: plan, kiedy pogoda nie graRowerem i hulajnogą: miasto płaskie jak stółFestiwale, pod które warto ułożyć kalendarzMigawką po mieście: tramwaje, autobusy i najdłuższe linieDzień wypadowy: Nieborów, Arkadia, Spała i TumPlan na deszcz i plan idealny: 48 godzin w Łodzi