Artur Rubinstein, jeden z największych pianistów XX wieku, urodził się w Łodzi w 1887 roku, w rodzinie żydowskiego fabrykanta. Jako dziecko grał tak, że dorośli milkli, a po latach występował w najważniejszych salach świata, od Carnegie Hall po Salę Pleyela. Przed kamienicą przy Piotrkowskiej 78 stoi jego pomnik: fortepian z brązu, przy którym siedzi maestro, gotowy do gry. Łodzianie uwielbiają anegdoty o nim — że miał doskonały słuch i pamięć, że potrafił grać z pamięci całe koncerty, że był duszą towarzystwa i kochał życie ponad wszystko. Pasaż Rubinsteina pod numerem 3 nosi jego imię, a co roku odbywa się festiwal jego imienia. Przystań przy fortepianie na chwilę: to najbardziej muzykalny róg Pietryny. Posłuchaj jego nagrań przed spacerem, a pomnik zabrzmi inaczej.
Artur Rubinstein przyszedł na świat w Łodzi w 1887 roku jako najmłodsze z licznego rodzeństwa w rodzinie żydowskiego przemysłowca. Talent objawił się bardzo wcześnie: podobno jako kilkulatek rozpoznawał dźwięki i nazywał je po imieniu, a rodzina szybko zrozumiała, że ten chłopiec nie zostanie w rodzinnym interesie. Pierwsze lekcje pobierał w Łodzi, potem wyjechał do Berlina, gdzie jego edukacją kierował sam Joseph Joachim, jeden z najwybitniejszych muzyków epoki.
Kariera Rubinsteina to materiał na kilka powieści. Grał w Europie, Ameryce, Ameryce Południowej; znał wszystkich — kompozytorów, pisarzy, arystokratów, gwiazdy Hollywood. Był wybitnym interpretatorem Chopina i to on przez dekady był dla świata głosem polskiej muzyki. Słynął z niezwykłej pamięci i wielkiego repertuaru, a jego nagrania do dziś są punktem odniesienia dla pianistów.
Łódź ma do niego stosunek pełen czułości. Przed kamienicą przy Piotrkowskiej 78 stoi pomnik — Rubinstein przy fortepianie z brązu, w części Galerii Wielkich Łodzian (karta 15). To jedna z tych rzeźb, które zapraszają, by podejść, usiąść na chwilę i poczuć się jak na próbie. Wiele osób dotyka klawiszy, co widać po wypolerowanym brązie. Pasaż Rubinsteina, przy wejściu na Pietrynę od strony placu Wolności (karta 04), to jedno z najciekawszych podwórek w centrum, z muralami i knajpkami.
Anegdoty o Rubinsteinie są legendarne, choć nie wszystkie da się sprawdzić. Mówiono, że potrafił się przygotować do koncertu w pociągu, czytając nuty bez instrumentu; że podczas wojny odmawiał grania w Niemczech; że kochał dobre jedzenie, cygara i rozmowy do rana. Sam napisał dwa tomy wspomnień, pełne humoru, zachwytu nad światem i opowieści o Łodzi z dzieciństwa. Jeśli czytasz po polsku albo angielsku, to świetna lektura przed spacerem.
Rubinstein przez całe życie przyznawał się do Łodzi i mówił o niej ciepło, choć wojna odebrała mu wielu bliskich. Po latach odwiedził rodzinne miasto i grał dla jego mieszkańców; te koncerty wspomina się w Łodzi jako wydarzenia prawie rodzinne. Dla wielu łodzian był dowodem, że z ulicy dymu i fabryk da się dojść na szczyt światowej kultury. Dziedzictwo Rubinsteina żyje w mieście dzięki festiwalowi pianistycznemu jego imienia, a Filharmonia Łódzka także nosi jego imię. Jeśli jesteś w Łodzi w czasie koncertu, idź posłuchać — nawet bez melomańskiej żyłki to dobry sposób, by zobaczyć, jak miasto świętuje swojego syna. Potem przejdź Piotrkowską od numeru 3 do 78 i wyobraź sobie chłopca, który biegał po tej samej ulicy, zanim świat poznał jego imię.