Przez ponad sto lat Łódź była miastem kobiet. W przędzalniach i tkalniach pracowały przede wszystkim one — włókniarki, które prowadziły maszyny, domy i często całe rodziny, kiedy mężczyźni szukali pracy gdzie indziej. To one strajkowały: w 1971 roku łódzkie włókniarki zatrzymały maszyny i wywalczyły cofnięcie podwyżek cen, czego nie udało się nikomu wcześniej w PRL. To one poniosły najcięższe koszty upadku przemysłu (karta 14). Łodzianie mówią pół żartem, że miasto ma matriarchat — i coś w tym jest: w pamięci wielu rodzin to babcia z fabryki była głową domu. Dziś pamięć o włókniarkach wraca w muzeach, muralach, spektaklach i spacerach tematycznych. Szukaj jej w Muzeum Fabryki w Manufakturze (karta 13). Tam włókniarki mówią własnym głosem.
W podręcznikach historii przemysłowej łatwo zapomnieć, kto naprawdę stał przy maszynach. W Łodzi odpowiedź jest oczywista: kobiety. Od XIX wieku przędzalnie i tkalnie zatrudniały ich tysiące, bo były tańszą siłą roboczą, a praca przy krosnach uchodziła za „kobiecą”. Z czasem stały się większością pracowników przemysłu włókienniczego, a łódzka włókniarka — postacią symboliczną, na dobre i na złe.
Życie włókniarki było ciężkie. Zmiany trwały długo, hałas w halach był ogłuszający, pył bawełniany wdzierał się w płuca. Po pracy czekały dom, dzieci, kolejki. Wiele kobiet mieszkało w famułach (karta 06) albo w oficynach kamienic, w ciasnych mieszkaniach bez wygód. A jednak to one budowały sieci wsparcia — sąsiedzkie, rodzinne, zawodowe — które pozwalały przetrwać.
Kobiety z Łodzi zapisały się też w historii walki o prawa pracownicze. Brały udział w strajkach od XIX wieku i w rewolucji 1905 roku. Najsłynniejszy moment przyszedł w lutym 1971 roku. Po grudniowych podwyżkach cen i tragicznych wydarzeniach na Wybrzeżu nowa władza obiecywała zmiany, ale ceny nie spadały. Wtedy włókniarki z łódzkich zakładów, z Zakładów im. Marchlewskiego na czele, zatrzymały maszyny. Strajk rozlał się na inne fabryki, a władze, przestraszone skalą, ustąpiły i cofnęły podwyżki cen żywności. To był jeden z niewielu przypadków w PRL, gdy protest robotników przyniósł natychmiastowy efekt.
Po 1990 roku to kobiety najmocniej odczuły upadek przemysłu (karta 14). Z dnia na dzień tysiące włókniarek straciły pracę, a dla wielu z nich, w średnim wieku, z zawodem, na który nie było już zapotrzebowania, rynek nie miał nic do zaoferowania. Ta historia rzadko trafiała na pierwsze strony gazet, ale zapisała się w pamięci rodzin. Łódzki język zachował też ślady tej fabrycznej codzienności. Słowa związane z pracą w przędzalni i tkalni, jak „szpulka”, „czółenko” czy określenia zmian, przenikały do domowych rozmów. Starsze łodzianki potrafią wymienić nazwy maszyn i zakładów tak, jak inni wymieniają nazwy ulic. Jeśli trafi się okazja do rozmowy, zapytaj o pracę w fabryce — historii będzie więcej, niż się spodziewasz.
Dziś pamięć o włókniarkach powoli wraca. Muzeum Fabryki w Manufakturze (karta 13) opowiada o ich pracy, Centralne Muzeum Włókiennictwa (karta 10) pokazuje maszyny, przy których stały, a organizacje społeczne i teatry przypominają ich historie w spektaklach, wystawach i spacerach. Na murach pojawiają się murale z twarzami robotnic. Jeśli trafisz na spacer z przewodnikiem poświęcony kobietom Łodzi, idź koniecznie. A przy obiedzie w barze mlecznym (karta 28) spójrz na starsze panie przy sąsiednim stoliku — całkiem możliwe, że pamiętają dźwięk krosien lepiej niż ktokolwiek inny.