Księży Młyn to najlepiej zachowane dziewiętnastowieczne osiedle robotnicze w tej części Europy — i jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w Łodzi. Wybudował je Scheibler (karta 09) dla swoich ludzi: długie ceglane famuły ustawione wzdłuż brukowanej uliczki, szkoła, sklep, szpital, straż, a nad wszystkim gigantyczna przędzalnia przy Tymienieckiego. Nazwa pochodzi od dawnego młyna, który należał do duchownych, jeszcze zanim przyszła bawełna. Osiedle przetrwało wojny, komunizm i upadek przemysłu, a dziś wciąż ktoś w nim mieszka, obok pracowni artystów i kawiarni. To obowiązkowy spacer, najlepiej o złotej godzinie. Pamiętaj tylko: to prawdziwe domy, więc zaglądaj w okna wzrokiem, nie obiektywem. Zabierz kawę, usiądź na ławce i daj cegle mówić.
Kiedy Karol Scheibler (karta 09) budował swoje imperium, zrozumiał to, co wielu fabrykantów w Europie zrozumiało dopiero później: stabilna praca wymaga stabilnego domu. Robotnicy mieszkający blisko przędzalni nie spóźniali się, nie odchodzili do konkurencji i żyli w świecie, który pracodawca kontrolował od kołyski po grób. Tak powstał Księży Młyn — osiedle robotnicze połączone z fabryką, szkołą, sklepem, szpitalem i strażą pożarną. Nazwa zdradza starszą historię. Na rzece Jasień stał kiedyś młyn należący do duchownych — stąd „księży”. Kiedy teren przeszedł w ręce przemysłowców, nazwa została. To ładny przykład łódzkiej toponimii: przemysł przykrył wszystko, ale nazwy przetrwały (karta 01).
Serce osiedla to famuły (karta 06): kilka długich, dwupiętrowych budynków z czerwonej cegły, ustawionych równo wzdłuż uliczki Księży Młyn. Każde mieszkanie było proste — izba, kuchnia — ale jak na standardy epoki porządne, z dostępem do wody i ogródkami. Przed domami stoją drewniane ławeczki i skrzynki z kwiatami, bo mieszkańcy dbają o to miejsce z prawdziwą czułością. Część famuł przeszła rewitalizację; w niektórych działają pracownie, galerie i kawiarnie, ale wiele mieszkań wciąż zajmują potomkowie robotniczych rodzin.
Nad osiedlem góruje przędzalnia przy ulicy Tymienieckiego — jedna z największych w Europie swoich czasów, dziś przerobiona na lofty. Obok stoi pałac Herbstów (karta 12), zięcia Scheiblera, a nieco dalej park Źródliska. W całym zespole czuć logikę: wszystko w zasięgu kilku minut piechotą, wszystko należące do jednej rodziny. Księży Młyn jest też ulubionym planem filmowym (karta 25). Kręcono tu sceny do wielu polskich produkcji historycznych, bo trudno o lepszą scenografię XIX-wiecznego przemysłu. Masz wrażenie déjà vu? Nic dziwnego: kto ogląda polskie kino, prawie na pewno widział już te famuły na ekranie.
Warto też zajrzeć do dawnego sklepu fabrycznego i do budynku szkoły. Robotnicy dostawali część wynagrodzenia w bonach, które mogli wydać tylko w sklepie właściciela — tak pieniądze wracały do kasy fabrykanta. Szpital przy osiedlu należał do najnowocześniejszych w mieście. Paternalizm miał dwie twarze: troskę i kontrolę, i obie są wpisane w te mury.
Etykieta jest prosta: to żywe osiedle, nie skansen. Nie wchodź na podwórka prywatne, nie zaglądaj w okna z aparatem, nie hałasuj wieczorem. Rozmawiaj z mieszkańcami, jeśli sami zagadną — często opowiadają cudowne historie o dziadkach, którzy tu pracowali. Najpiękniej jest późnym popołudniem, kiedy słońce rozgrzewa cegłę. Weź kawę w jednej z kawiarni w dawnych budynkach fabrycznych, usiądź na ławce i posłuchaj ciszy, której dawni mieszkańcy nigdy nie mieli.