Łódzki krajobraz da się przeczytać jak podręcznik socjologii. Fabryka z czerwonej cegły z kominem, bo praca była tu wszystkim. Pałac albo willa fabrykanta tuż obok, żeby właściciel miał oko na interes. Kamienica z bogatą fasadą od ulicy i coraz skromniejszymi oficynami w głąb podwórka — im dalej od frontu, tym biedniejsi lokatorzy. A na końcu famuła: prosty, ceglany dom robotniczy, stawiany przez fabrykanta dla swoich ludzi. Słowo „famuła” to łódzki wynalazek, najpewniej od „familii”, i do dziś brzmi tu swojsko. Te trzy typy budynków stoją często w jednym kadrze. Kiedy nauczysz się je rozróżniać, zobaczysz w każdym kwartale całą historię klasowego miasta — kto rządził, kto pracował, kto mieszkał w oficynie od podwórza. Naucz się tych trzech słów, a każdy spacer stanie się łamigłówką.
W wielu miastach bogaci i biedni żyli w osobnych dzielnicach. W Łodzi często mieszkali na jednej działce. To klucz do zrozumienia miejskiego pejzażu: fabryka, pałac i dom robotniczy tworzyły zestaw, zaprojektowany przez jednego właściciela i dla jednego celu. Zacznij od fabryki. Czerwona cegła, rytm okien, wieżyczki, blanki, czasem neogotyk tak ambitny, że hala przędzalni wygląda jak zamek — fabrykanci budowali z rozmachem, bo fabryka była też reklamą. Obok stał komin, łódzki symbol tak silny, że na starych pocztówkach miasto wygląda jak las kominów. Wiele z nich zachowało się do dziś; policz je z okna pociągu, a przestaniesz się dziwić, że mówiono o Łodzi „miasto stu kominów”.
Potem pałac. Fabrykant mieszkał blisko, najlepiej z widokiem na zakład. Poznański przy Ogrodowej (karta 08), Scheibler przy placu Zwycięstwa (karta 09), Herbst na Księżym Młynie (karta 12) — każdy dom to deklaracja: patrzcie, co osiągnąłem. W środku marmury, boazerie, oranżerie, sale balowe.
Kamienica to trzeci element, bardziej miejski. Od ulicy fasada z ornamentem, balkonami, wielkimi oknami — tam mieszkali kupcy, lekarze, urzędnicy. W głąb działki, w oficynach, było coraz ciaśniej i ciemniej: jedna izba z kuchnią, wspólna ubikacja na korytarzu, rodziny wielodzietne. Mieszkanie „od frontu” albo „w oficynie” mówiło o człowieku wszystko. Do dziś łodzianie pytają przy wynajmie: „a to od ulicy czy od podwórka?”.
I wreszcie famuła. Tak w Łodzi nazywa się robotniczy dom wielorodzinny, stawiany przez fabrykanta przy zakładzie. Długie ceglane budynki z identycznymi oknami, klatkami i mieszkaniami — najczęściej izba z kuchnią. Nazwa jest lokalna, najprawdopodobniej od „familii”, czyli rodziny robotniczej, która w takim domu mieszkała. Najpiękniejsze famuły stoją na Księżym Młynie (karta 11), ale znajdziesz je też przy Ogrodowej, naprzeciw Manufaktury (karta 13), i w wielu innych miejscach.
Warto też znać słowo „oficyna”, które w Łodzi ma szczególną wagę. Tak nazywa się boczne i tylne skrzydła kamienicy, ustawione wokół podwórka. Pierwsza oficyna bywała jeszcze przyzwoita, druga i trzecia coraz ciaśniejsza. Z podwórka widać więc całą drabinę społeczną jednego budynku — i jeśli dziś ktoś w Łodzi mieszka „w trzeciej oficynie”, wszyscy wiedzą, że tanio, ale z klimatem. Dla ciebie ten alfabet jest praktyczny: każdy spacer staje się zagadką do rozwiązania. Widzisz komin — szukaj pałacu. Widzisz pałac — rozejrzyj się za famułami. Wchodzisz w bramę kamienicy — policz, ile oficyn prowadzi w głąb. Łódź nie ukrywa swoich nierówności. Wybudowała je z cegły i zostawiła na widoku, żeby każdy mógł przeczytać.